Pierwszy album Dionne Warwick (1940)
jest subtelną, misternie utkaną płytą popową. Ale to pop z czasów,
kiedy ten gatunek trzymał bardzo wysoki poziom, daleki od obecnego
plastikowego produktu, który często nieproszony, dosadnie i
arogancko włazi z butami za próg naszej percepcji. Delikatne,
chciałoby się powiedzieć aksamitne chórki i idealne aranżacje (Burt Bacharach) klawiszy, smyczków czy dęciaków stanowią
doskonałe tło dla gładkiego, ciepłego głosu Dionne, która pływa
sobie po nich ze swobodą ptaka, gładko lądującego na śliskiej,
lustrzanej tafli czystej jak kryształ wody. Warwick potrafi też
zgrabnie krzyknąć jeśli utwór wymaga tego rodzaju ekspresji.
Wokalistka jest świadoma swoich umiejętności i potrafi je
wykorzystać (a to dopiero jej pierwszy album, w dniu wydania miała
23 lata). Teksty (Hal David) są bardzo proste, właściwie wszystkie
o miłości. Wchodzą do głowy, usadawiają się tam wygodnie jak w
głębokim fotelu i nie chcą się wynieść. Prawie każdą z tych
piosenek śpiewałem na głos pod prysznicem czy w myślach w tramwaju
przez bardzo długi czas. Słowa refrenów pojawiały się w najmniej
spodziewanych momentach. Nie miałem na to wpływu. Wszystko jest tu
na swoim miejscu, dokładnie takie jakie powinno być. Nastrój
utworów oscyluje pomiędzy przyjemną melancholią i szczerą
radością. Dla mnie to idealny album popowy. Perfekcyjny w swojej
dziedzinie. Nie mam nic do dodania. Trzeba posłuchać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
sobota, 30 marca 2013
poniedziałek, 25 marca 2013
Neil Young & Crazy Horse, "Psychedelic Pill" (Reprise, 2012)
Driftin' Back
Dwadzieścia
siedem minut i 37 sekund. Jeśli tylko sobie na to pozwolimy to
popłyniemy na łagodnej fali szumiących gitar daleko stąd (oby jak
najdalej). „I'm drifting back”. Muzycznie to podróż do
przeszłości, kiedy nie było nam szkoda czasu, żeby obracać
kolejno czarne krążki na ich drugie strony, żeby słuchać, tylko
słuchać, dać się przeszywać kolejnym plamom dźwięku na wylot.
Kiedy
ostatni raz włączyłeś/aś fizyczne wydanie jakiegoś albumu i
przesłuchałaś/eś go do końca?
Duchowe podróże wyszły z mody.
W
warstwie tekstowej Young dzieli się z nami krytycznymi
przemyśleniami dotyczącymi naszego tu i teraz w kulturze. Za 35
dolarów kupisz sobie mantrę albo kilkadziesiąt empetrójek.
Picasso „fajnie” wygląda na tapecie. Zapomnij o swojej duszy.
Zrób sobie „fajną” fryzurkę. Kolejne wersy są tu jedynie
przerwami, kiedy to możemy złapać oddech przed następnym
zanurzeniem w niespokojnym, sonicznym źródle pełnym
psychodelicznych barw. Young boi się, że nie dotrzemy nawet do
cząstki tego co on sam włożył w ten utwór. „When you hear my
song now, you only get 5 percent, you used to get it all”... Moim
zdaniem to 5 % to i tak nieźle. Czy jesteśmy w stanie poddać się
fali, która wprawi naszą łódź w dryf ku temu, co tak bardzo się
od nas oddala gdy stoimy na brzegu?
„I'm
drifting back”
Szkoda
Twojego czasu. Szkoda mi naszych czasów.
Psychedelic
Pill
Jeśli
jesteś na drugim utworze to albo przełączyłaś/eś pierwszy albo
właśnie skończyłeś słuchać kompozycji, która trwała prawie
pół godziny. Brawo! Pora na nagrodę. „Pscyhedelic Pill”, utwór
tytułowy. Przeszedłeś rytuał wprowadzenia („Driftin' Back”) i
dostajesz pigułkę. Are you looking for a good time? Well here it
is. Doktor Young serwuje konkretny „lek” bez recepty.
Ramada
Inn
Piosenka
o miłości. Szesnaście minut? Gitary mówią tutaj tak samo wiele
jak i słowa. Można przeprowadzić operację na sercu przez uszy.
Wydaje mi się, że jeśli nadal chcesz uczestniczyć w tej podroży,
to nie muszę Ci tego tłumaczyć. Naprawdę w to wierzę. Psy
szczekają, karawana oszalałych koni jedzie dalej.
Born
in Ontario
Young:
„I still like to sing a happy song
Once in a while and things go wrong
I pick up a pen, scribble on a page
Try to make sense of my inner rage”
Kolejnym przystankiem na naszej trasie jest Ontario z czasów
młodości Neila czyli once again I'm driftin' back.
„I was born in Ontario
Where the black fly bites
And the green grass grows
That's where I learned most of what I know
Cause you don't learn much
When you start to get old”
Szczerość i prostota. Przeszłość. Młodość. Hołd złożony
krainie z dzieciństwa.
Twisted
Road
Zostajemy w rejonach związanych z przeszłością i wspomnieniami.
Neil cały czas snuje opowieści. Hołdu część druga: Bob Dylan,
Grateful Dead, Roy Orbison.
Let the good times roll!
She's
Always Dancing
Muzyka. Bez ograniczeń. Żyje w swoim świecie. Dzieli swoje sny z
dziećmi. Zawsze w ruchu. Na zawsze. Podawana z ręki do ręki.
Szybuje w powietrzu. Szuka swojego katalizatora. Żyje na krawędzi.
Unosi się wśród smużek dymu. Ma nadzieję. Płonie. Wypala się.
Przechodzi z ręki do ręki. Próbuje utrzymać się w swoim
powietrznym tańcu.
For
the Love of Man
Zatrzymujemy się na zakurzonej dróżce leśnej, która prowadzi do
małego drewnianego kościółka. Neil prosi nas o cierpliwość.
Wchodzi do świątyni by zatopić się w refleksyjnej modlitwie.
Walk
Like a Giant
Powoli
zapada zmrok, siadamy przy ognisku. Zmęczeni zapadamy w płytki sen.
Budzi nas mroźne powietrze. Neil postanawia opowiedzieć nam swój
sen. W tym śnie był olbrzymem, wszechmocnym, mógł wpływać na
los świata, kroczył ciężko po Ziemi, szukał wyjścia, duchowego
światła. Miał swoje przekonania, ideały, wierzył, że jest w
stanie zrobić coś dobrego, dokonać istotnych zmian. Jednak jego
marsz został przerwany. Potknął się, wypadł z toru, spadał
długo i powoli, w powietrzu zmienił się w drobny listek.
Poszybował niesiony wiatrem, opadł miękko na taflę wody i
popłynął z prądem, nigdy jednak nie zatracił nadziei. Czuł, że
prócz wiatru napędza go także miłość, że nie może się
poddać, musi wierzyć w siebie i swoje przekonania, nawet jeśli nie
ma wpływu na otaczający go świat. Otworzył oczy, czuł żal i
rezygnację ale marzenie o wielkości pozostało. Kilka osób z grupy
postanowiło zawrócić. Podobno podczas powrotu słyszeli za sobą
jeszcze przez jakiś czas oddalające się kroki olbrzyma.
czwartek, 14 marca 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)


